Wiktor Dyndo

Data

 

 25 listopada 2022 – 24 lutego 2023

 

 

 

 

Obrazy przedstawiające fragmenty pejzażu, wbrew tradycji ujęte nie w formacie horyzontalnym, lecz wertykalnym, właściwym portretom i do tego jeszcze jakby przecięte w poprzek datą zapisaną przy pomocy cyfr (dzień) i liter (miesiąc). Jak na dzisiejsze czasy, obrazy malowane są z nadzwyczajną starannością,  artysta pieczołowicie pochyla się nad oddaniem szczegółu, gry światła, perspektywy. Parafrazując Kandynskiego można by rzecz sprowadzić do cyfry, litery i ekranu. Przede wszystkim widzimy datę zapisaną po angielsku. Niektóre daty są oczywiste, odnoszą się do wydarzeń powszechnie znanych, inne jeszcze niedawno były związane z pierwszymi wiadomościami programów informacyjnych, ale dzisiaj już mało kto o nich pamięta. Są też daty, które nic nam nie mówią, a czy powinny? Dwanaście dużych obrazów, o wymiarach 200 x 150 cm, niczym strażnicy pamięci, uderzają po oczach namalowanymi białą farbą datami.

Cykl obrazów Wiktora Dyndo pod tytułem Data, to nowa odsłona jego malarskich wypowiedzi o pięknie tragedii współczesności. Piękno nieuchronności biegu zdarzeń przynoszących cierpienie i śmierć, spektakularność zdarzeń, którym artysta poświęca uwagę, polega na tym, że to całe zło dzieje się na naszych oczach, widzimy je na ekranach naszych smartfonów, komputerów i telewizorów. Wiemy o nim. Są to portrety tragicznych zdarzeń wyznaczających rytm naszego czasu, daty niczym horyzontalne cięcia ranią nasze oczy, zasłaniają namalowany pejzaż. Słowo data znaczy w języku angielskim  dane, coś co jest, co się zdarzyło. Daty są czymś w rodzaju świadectwa, umocowania, zakotwiczenia. Jeżeli znamy datę, to jesteśmy przekonani, że to coś właśnie wtedy zdarzyło się naprawdę. Daty przypisujemy tylko znaczącym wydarzeniom, tym, które przekraczają codzienność. Za datą wybuchu wojny i jej zakończenia kryją się tragiczne losy milionów konkretnych ludzi. Choć daty i miejsca często są umowne, na swój sposób są jednak prawdziwe, nie tylko wyznaczają rytm, ale także cezury. Daty kryją w sobie agresję zerwania. Są daty, które okradają nas, dają złudzenie ważności. Są puste, abstrakcyjne, ociosują pamięć, ukrywają fakt, że wojna nigdy się nie kończy, ona jedynie się zmienia i przepoczwarza. Możemy być pewni, że wcześniej lub później gdzieś rozgorzeje. Czasami jest manipulacją. Chodzi o to, by mieć własny dzień zwycięstwa, by zastrzec sobie pierwszeństwo we wspomnieniach, obrazach, książkach, filmach, grach.

 

Dane, fakty, zdarzenia są przedmiotem informacji w postaci techno-obrazów, ich wizerunków przygotowanych do przekazu internetowego. I właśnie jako takie pojawiają się na ekranach urządzeń elektronicznych.

 

Jak nadać sens datom, jak nadać sens danym, jak interpretować fakty?

 

Mamy przeczucie, że wśród wielu z nich są te, które mają szczególne, bo przełomowe znaczenie. Które z tych dat (danych) dają się sensownie powiązać i na jakiej podstawie można powiedzieć, która wśród wybranych jest złotym ogniwem, pozwalającym uporządkować pozostałe według  konstytuującej je logiki.

 

Są daty należące do przeszłości i składające się na teraźniejszość, ale też są daty odnoszące się do przyszłości. Kiedyś ważną datą był rok 1984, ta orwellowska data jest już poza czasem, zakorzeniła się na dobre w przestrzeni symbolicznej. Dzisiaj pojawiają się daty klimatycznej zagłady.

 

Wiktor Dyndo maluje uwodzące piękno władzy, wojny, śmierci. Ujawnia sposoby ich przedstawiania, koloryzowania, zamieniania w spektakl. Artysta posługując się bogactwem środków malarskich ujawnia scenografię współczesnego przekazu – politycznej sceny i teatru wojny.

 

Copyright  ©  Galeria Szydłowski  2022